Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 124 725 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

STÓŁ KRÓLA CYGANÓW

czwartek, 11 kwietnia 2013 11:32
Skocz do komentarzy

  

wiele lat odrabiałam przy tym stole lekcje.

Był wielki, czarny, rozkładany na pół pokoju,

miał masywne, lekko profilowane nogi.

 

Skąd się u nas wziął ?

aaa - to dłuższe opowiadanie.

 

Opowiadanie zacznę od początku, czyli od końca wojny.

Jest rok 1945, jednym z ostatnich transportów wyjeżdża za Złoczowa rodzina mojej Mamusi. Dostają pół towarowego wagonu, w drugiej połówce muszą pomieścić się ich sąsiedzi.

Zabierają ze sobą, do nowej Ojczyzny, najpotrzebniejsze rzeczy, dokumenty, zdjęcia, rodzinne pamiątki, wielki materac do spania, taki niebieski w srebrne chryzantemy, trzydrzwiową szafę z lustrem, taboret, wannę no i przymusowo sitzbad.

 

Babcia Waleria pakuje jakieś garnki, stolnicę, wałek do ciasta, maszynkę do orzechów, wagę, zapas jedzenia, mąkę, sól, cukier, wianki cebuli.

Do dzisiaj wałkuję ciasto wałkiem Babci Walerii,

robię falbanki w ruskich pierogach, tak jak trobiła to Ona a maszynki do orzechów używam gdy piekę Jej pyszny, orzechowy tort. 

 

 

 

 

Dziadziu Romuald zabiera kilka ulubionych obrazów, gobelin, kilimek, karnisze, w których w czasie wojny chował dokumenty i pieniądze.

Danusia pakuje kanarka Kubusia, klatkę, naczyńka i trochę ptasiego pokarmu na zapas. No i swoje lalki.

 

Przed nimi droga daleka a kres drogi nieznany.

 

Siedem tygodni trwa ta najdłuższa w ich życiu podróż.

Pociąg trochę jedzie, potem odstawiają go na bocznicę. Na bocznicy pasażerowie wychodzą z wagonów i kwitnie życie. Panowie budują z cegieł małe paleniska, panie wynoszą stolnice i robią pierogi, na ścianach wagonów suszą się wianki cebuli a dzieci, jak to dzieci, biegają wokoło i robią strasznie dużo zamieszania. A potem gwizdek, wszyscy się pakują i dalej w drogę. Są wagony w których pasażerowie podróżują razem ze swoimi zwierzakami, jest więc mleko są też jajka.

 

To jeden z ostatnich transportów, jadą od miasta do miasta ale miasta już pozamykane, nie przyjmują. Wreszcie transport trafia do Stargardu. Piękne miasto ale niespodzianka – coś niesamowitego, domy zapaskudzone, napaskudzone na podłogach, na sprzętach, nawet w garnkach … ot taka wizytówka na przywitanie. Noooo – to panie hurmem orzekają – tu nie zostaniemy! Nie pomaga to, że panowie przysięgają, że wszyściutko uprzątną – koniec, kropka , one nie będą w takim miejscu i już ! Transport rusza dalej , po drodze niektóre rodziny zostają, ale niewiele. Ostatni przystanek to Gliwice. Wszystkich wyładowują na rampie.

Jest zimny jesienny dzień, pada deszcz.

Czarna rozpacz.

 

Rodziny powoli się rozchodzą. Waleria płacze a Romek usiłuje jakoś to wszystko ogarnąć. Nagle na pustoszejących torach pojawia się stara Niemka, zbierała węgiel na opał. Pochodzi do nich i proponuje – zabiorę was do siebie, jestem biedna, nie mam co jeść ale mam dach nad głową to wam kawałek tego dachu odstąpię. I tak cała trójka zabiera dobytek i idzie z Niemką do swojego nowego miejsca na ziemi.

 

Zamieszkują na poddaszu niewielkiego domku

na ulicy Kolberga.

Zaraz Wala i Romek zaczynają chorować. Panuje wtedy czerwonka. Danusia musi sobie jakoś sama radzić. Jak już nie ma niczego do zjedzenia i nie ma na lekarza to bierze lalki i idzie na most, żeby je tam sprzedać. I tu dziwne zrządzenie Opatrzności, mostem przechodzi jeden z sędziów, znajomy rodziny, jeszcze ze Złoczowa. Poznaje małą Danusię i zabiera ją i idzie do ich domu. Pomaga przyjaciołom, wzywa lekarza, ofiarowuje pieniądze.

 

Niedługo znajduje im też mieszkanie,

na ulicy Tarnogórskiej 95a.

To ten dom, który widać na zdjęciu.

 

 

 

 

I jeszcze coś.

Sędzia proponuje że znajdzie Romkowi pracę w sądzie.

Ale tu pojawia się problem, Romek nie chce, nie będzie w komunistycznym sądzie pracował - nigdy i za nic na świecie. Koniec, kropka.

 

No więc biedują nadal. W końcu Romek pokątnie znajduje jakąś pracę, naprawia ludziom zegarki. Jeszcze na froncie nauczył się tego naprawiania. Kiepskie z tego pieniądze bo i pewnie trochę z Romka kiepski zegarmistrz.

Codziennie mała Danusia, po drodze do szkoły, przechodzi obok sklepu wędliniarskiego. Tam, na progu, czeka na nią sympatyczna właścicielka, teściowa owego Sędziego. Codziennie wręcza Danusi zawiniętą bułkę a w bułce pachnąca pasztetówka z białym tłuszczykiem na brzegu, czasem nawet plasterki szynki.

 

Na ulicy Tarnogórskiej mieszkają w czterorodzinnym domu. To bliźniak, po jednej stronie dwie rodziny i po drugiej dwie. Każda z rodzin ma swój własny ogródek a w nim kwiaty i warzywa.

Ten ogródek to oczko w głowie Romka. Hoduje tam pomidory, kukurydzę, rzodkiewki i potrzebne w kuchni warzywa no i specjalnie dla Danusi jej ulubiony zielony groszek.

 

 

 

 

W takiej jednej części bliźniaka mieszkają dwie rodziny.

Mają wspólny przedpokój - jedni kuchnię i pokoje na parterze, drudzy na piętrze.

Wszystko jest otwarte, dostępne, jak wspólne, nikt niczego na klucz nie zamyka. 

Dodatkowo z kuchni prowadzą drzwi do małego przedsionka, trzy stopnie w dół a stamtąd do łazienki, to znaczy czegoś, co miało być łazienką, do składziku i na schody zewnętrzne, prowadzące do ogrodu

 

 

     

 

 

Na tym zdjęciu Wala i Danusia w kuchni na Tarnogórskiej

 

Kuchnia była widna ale strasznie ponuro pomalowana. Ponoć praktyczna granatowa lamperia okazała się przygnębiającym koszmarkiem i Wala jak mogła upiększała to miejsce.

 

W kuchni powiesili przywieziony z ukochanych Kresów, obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej,

żeby czuwała nad Nimi w tym obcym miejscu.

Trochę nawet ten obraz widać na zdjęciu...

 

Dom był czysty.

Niestety były w nim robaki, karaluchy, prusaki i pluskwy.

Danusia panicznie bała się robactwa.

Kiedyś przyjechali goście. Dostali największy pokój i czuli się bardzo dobrze. Mała Danusia miała jednak problem - jak tu się myć . Wymyśliła, że zrobi to w nocy, po ciemku. Wzięła wielką miednicę, nalała sobie wody z pojemnika w kuchni i niosła miednicę, żeby postawić na taboret. I nagle trrrach ! buuuum! sruuuu !!!

Danusią się na czymś pośliznęła i pooojechała jak długa ! 

a miednica na nią.

No na czym mogła się pośliznąć mała Danusia ???

na karaluszku oczywiście. Wrzask był straszliwy, łącznie z żądaniem obcięcia nogi.

Dopiero brat Romka przysłał z Anglii DDT i robactwo zostało wytrute, tak skutecznie, że przez rok żadna mucha nie siadła na ścianie.

 

 

W tym miejscu zaczyna się historia mojego stołu.

Obie rodziny żyją zgodnie i w przyjaźni. Rodzina z parteru to król Cyganów i jego piękna młodziutka żona. Niestety ich losy są smutne, żona króla umiera a on pogrąża się w rozpaczy a nawet załamuje, nie chce już tu mieszkać. Przed wyjazdem, w dowód przyjaźni, ofiarowuje moim swój stół, jeden z ważniejszych mebli w jego domu.

 

I tak majątek mojej rodziny się powiększa, do szafy, taboretu i materaca dochodzi stół.

 

Niestety, Gliwice ciągle są miastem zamkniętym, nie ma mowy o zameldowaniu się. Danusia chodzi tu jednak do szkoły, do piątej a potem do szóstej klasy. Po dwóch latach wadze brutalnie wyrzucają ich z domu do baraku na przedmieściu. To mieszkanie potrzebne jest dla inżyniera.

 

Romek wyrusza w Polskę na poszukiwanie jakiegoś lokum. Trafia do Brzegu. Znajduje w końcu mieszkanie na drugim piętrze kamienicy, na ulicy Chopina. Kamienica ładna ale zniszczona. Mieszkanie zimne, wilgotne, ponure, oświetlenie gazowe. Jeden normalny pokój i jeden mały bardzo zawilgocony pokoik, taka bardziej pakamerka, w przedpokoju wydzielone miejsce na kuchenkę, wspólna ubikacja na półpiętrze.

 

Nie ma co marudzić, trzeba brać – jest tylko to.

 

Za to okolica piękna, samo centrum Brzegu, śliczny Rynek, pod nosem Akademia Rycerska, niedaleko Zamek Piastów, no i Odra, Kanał i nadodrzański park.

 

Cały dobytek rodziny, wraz z cygańskim stołem,

wędruje na duży samochód z plandeką i wiooo !!!

Rodzina zaczyna nowy etap …

Szczęśliwy, choć bardzo, bardzo biedny.

 

 

Ale o tym to już opowiem w następnym wpisie.

To będzie historia złotego pierścionka.

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

 

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

oceń
43
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 21 czerwca 2013 13:33

    Uwielbiam takie stare czarno-białe zdjęcia.

    autor Fabian

    blog: http://prezentownik.blox.pl/html

  • dodano: 23 kwietnia 2013 11:21

    Piękne i wzruszajace.

    autor ebiniecki

    blog: antykwa

  • dodano: 13 kwietnia 2013 12:05

    o tak , wtedy ludzie potrafili się cieszyć każdym drobiazgiem który im życie ofiarowało, potrafili tym drobiazgiem i tą radością się dzielić dlatego tak wiele zbudowali ... teraz, chociaż bomby nie lecą na głowę i o niebo jest lepiej, niestety coraz bardziej chcą czegoś, czego jeszcze nie mają ... nie tylko ci biedni, bo to normalne, ale również i ci bogaci ...

    autor Malina M*

    blog: wmalinach.bloog.pl

  • dodano: 13 kwietnia 2013 11:32

    Haniu,ech te powojenne tułaczki,bieda..Ale ludzie byłi jednak życzliwi sobie i szczęśliwi,choćby z tego powodu,że ta CHOLERNA wojna wreszcie się skończyła.

    autor m_16

    blog: fan Malinki

  • dodano: 13 kwietnia 2013 0:23

    Haniu, historia Twojej rodziny jest interesująca i wzruszająca. Duża tu zasługa Twoja jako narratorki. Pozdrawiam, Tomasz

    autor tpetry

    blog: przedspiew.bloog.pl

  • dodano: 12 kwietnia 2013 18:02

    Haniu,
    wzruszyła mnie historia Twoich Dziadków i Mamusi Danusi. Oj, wiele przeszli Twoi Dziadkowe, ale nigdy nie zatracili się i nie podali władzy komunistycznej...
    Pięknie ją opisałaś...
    Gorąco proszę, przekaż Twojej Mamusi Danusi serdeczne pozdrowienia.
    Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.
    Przesyłam wiosenne pozdrowienia

    autor Łucja-Maria

    blog: czarownyswiat.blogspot.com

  • dodano: 12 kwietnia 2013 16:46

    Historia interesująca, umiesz opowiadać Malina

    autor Minawetp

  • dodano: 12 kwietnia 2013 13:34

    kliknoł jo se 30 heheheh tsymaj se dziołcha

    autor bacagenek

  • dodano: 12 kwietnia 2013 11:53

    Klik dobry:)
    Z takich notek można uczyć się historii nie tylko narodu, ale także zwykłych przedmiotów...

    Bardzo ciekawie opisujesz, Malino.

    Pozdrawiam serdecznie.

    autor alElla

    blog: http://grycela.blogspot.com/

  • dodano: 12 kwietnia 2013 10:56

    Kawał historii opisałaś!
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    autor Jolanta

    blog: http://jolanda123.blogspot.com/

  • dodano: 12 kwietnia 2013 10:43

    Ucałuj ode mnie Twoją Mamusię Danusię. Już jako dziecko miała serduszko na dłoni... Widać, to dziedziczne.
    I znów piękna karta historii Twojej Rodziny. Jakże podobna do historii mojej Rodziny. (Pamiętasz, sama o tym dawno temu wspominałaś). Tyle że moja ze Zbaraża pochodziła i już 13 maja 1945 roku została zmuszona do przesiedlenia na Ziemie Odzyskane. Jechali także tyle tygodni w wagonie bydlęcym z podobnym "dobytkiem" i... kartą majątkową.

    Na podstawie opowiadań mojej Mamy opisałam (m.in.) te tragiczne wydarzenia we wspomnieniach "Byłam Podolanką... i na zawsze pozostanę". Wspomnienia te są dostępne w muzeum w Mamusi miejscowości oraz w Internecie na stronie Kresów Wschodnich. Na moim blogu także.

    Podobnie jak Twoja Rodzina, przyjechali z obrazem Matki Boskiej, Matki Boskiej Bolesnej Łaskawej.

    Dziękuję za wizytkę!
    Wow...! aż taka ekspresja w Twoich słowach? Miło mi, że to moje mgielne majaki akurat aż takie słowa w Tobie "wyzwoliły". Z małym "ale" jednakowoż: nie jestem czarownicą… Nie mogę nią być, i to z prostej przyczyny: czarownica ma konszachty z diabłem, a ja "za diabła" w diabły nie wierzę
    OK., jak już, to może czarodziejką jestem, ale taką całkiem malutką.
    Pozdrawiam już wiosennie... i zabieram się za mycie okien po tej długotrwałej i brudzącej zimie. Miłego dnia! Halszka

    autor Szczesliwa kobieta

    blog: wp771.bloog.pl

  • dodano: 12 kwietnia 2013 8:39

    Zrobiłam klik 24 miłego dnia Haniu

    autor danka

  • dodano: 12 kwietnia 2013 7:27

    Malino wzruszyłam się. Moja mam też przeszła tułaczkę. Wywieźli ją na roboty do Niemiec, potem powrót, który o mało nie przypłaciła życiem....... . Powiem szczerze, że nie bardzo lubię wracać do tej przeszłości. Jakoś źle to na mnie wpływa. Jestem z tych osób, które bardzo wszystko przeżywają, zaraz wczuwają się. Chyba jestem za bardzo empatyczna. Pozdrawiam Malinko.

    autor Peja0515

    blog: peja0515.bloog.pl

  • dodano: 11 kwietnia 2013 21:50

    Wojna była bezwzględna dla każdego. Cierpieli równo wszyscy, no może Niemcy na wysokich stołkach nie. Ale zwykli ludzie? Każdy był w jakiś sposób krzywdzony, ale i nagradzany. Nagradzany nawet po latach....za człowieczeństwo.
    Pozdrawiam:)

    autor ozon

    blog: Jako%u015B

  • dodano: 11 kwietnia 2013 21:49

    Czytając wzruszyłem się pomimo że to nie moja rodzina.
    Czekam na publikację książki brata o losie matki na wysiedleniu oraz wojennej tułaczki ojca.

    autor Michał Pax.

  • dodano: 11 kwietnia 2013 16:30

    Nas, szczęśliwie na Pradze,
    ominęły wędrówki lewobrzeżnych
    warszawiaków, ale jak wszędzie,
    po wojnie nie było słodko.
    Dziękuję, czekam na cd.
    LAW

    autor JanToni

    blog: jantoni341.bloog.pl

  • dodano: 11 kwietnia 2013 15:33

    Juz drugi raz deptamy sobie po historii naszych rodzin. Pierwszy raz, jak pisałem z przekasem mój wujek mógł spotkac sie z Twoim froncie. Dziś piszesz o przyjeździe do Gliwic czyli......rodzinnego miasta mojej Matki i pokolenia całej mojej rodziny. Ja pierwszy zostałem Katowiczaninem.
    Historie lubią sie nakladać, zazębiać.
    Pozdrawiam serdecznie

    autor Piotr Opolski

  • dodano: 11 kwietnia 2013 14:50

    12!

    Takie to były czasy...
    Stół jako wyznacznik człowieczeństwa jest piękną historią jak i całość tej nostalgicznej, rodzinnej opowieści. Historia jaką miało wiele polskich rodzin w czasach powojennych. Jest wspólny mianownik - Polak, Niemka i Rom.
    W takich czasach ludzie nie wytykali sobie pochodzenia w tak rażący sposób, jak to czynią obecnie. Tak przynajmniej wydaje mi się.
    a Danusia była fantastyczna jako dziecko i miała bardzo dobre serduszko. Zasłużyła na tę bułkę
    z pasztetówką i plasterkami szynki... Zawsze znajdzie się jakiś dobry człowiek i to jest budujące.
    Haniu, do lilll wpadnę wieczorkiem.... Pozdrawiam p. Danusię i Ciebie - Krysia

    autor laura

    blog: 1rubin1219.bloog.pl

  • dodano: 11 kwietnia 2013 14:33

    Haniu ,witam serdecznie.
    Cudna relacja,cudnie opowiedziana...ale to wszystko mało Haniu...Trzeba te dzieje rodzinne opisać w kronice rodzinnej i opublikować,,żeby pokolenia Polaków czytały i uczyły się naszych tułaczych losów...Haniu ,Twoja rodzina skupia jak w soczewce dzieje polskie,,fascynujące historie.Twój dar literacki,jeden z wielu Twoich talentów,,jest chyba dany po to ,żebyś opisała i wydała taką kronikę rodzinną,,ku pamięci ...Haniu ,przepraszam ,jeżeli jestem natarczywa,,ale mam na ten temat,, takie mocne przekonanie,że jak byś to zrobiła,,to byłby bestseler.....może nawet porównywalny do "Nocy i Dni"..
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    autor zofia441

  • dodano: 11 kwietnia 2013 14:09

    A ja Haniu myślałam ,że u Krysi to co napisałaś, to wszystko związane jest z Cyganem::))) I dlatego taki śmieszny mój komentarz::)) w politycznym.Ale potem pomyślałam ,że to U CIEBIE MA BYĆ WPIS hihihihih i oczywiście jest ,pienny ,wzruszający .Jak czytam Twoje wspomnienia rodzinne.Przed oczami widzę to co opisujesz, jakbym oglądała film..Wspaniała historia ..Jestem szczęśliwa ,że mogę czytać u Ciebie Haniu takie piękne wspomnienia.Pozdrawiam ....klikam i uciekam obiadek robić::))

    autor danka

    blog: www.asztur.bloog.pl

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 25 października 2014

O moim bloogu

w malinach, jak to w malinach - pachnąco i kłująco

Statystyki

Odwiedziny: 219349
Wpisy
  • komentarze: 6764
Bloog istnieje od: 1008 dni
Najlepsze Blogi

MOJE BLOGI

* ZAPRASZAM

powiadomienie o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl