Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 900 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

OJCZYZNĘ WOLNĄ RACZ ...

wtorek, 30 października 2012 14:41

 

śpiewają dzisiaj niektórzy … czy wiedzą co śpiewają ?

Chyba nie poznali a może już zapomnieli,

co to prawdziwy brak wolności.

 

Nam dane jest cieszyć się wolnością ale nasi przodkowie,

co oni by powiedzieli słysząc dzisiaj takie pieśni ...???

Krótko dane im było prawdziwą wolnością się cieszyć.

 

Mała Danusia bawiła się w ogrodzie - popatrz Tatuś srebrne cygara z nieba lecą ! cygara spadły, miały zapach fosforu. Tamten piękny i wolny świat przestał istnieć.

 

 

 

 

 

Wolność zniknęła jak bańka mydlana. 

Nadeszły ponure czasy okupacji.

 

Najpierw przyszli Rosjanie.

Moi Dziadkowie, Wala i Romek, z pięcioletnią Danusią, mieszkali wtedy w kamienicy, naprzeciwko gmachu policji. W tej samej kamienicy mieszkali Pradziadkowie Ludwika i Stanisław.  Oczywiście gmach policji natychmiast stał się siedzibą NKWD.

Romek od  razu zaczął organizować samoobronę, jeździł po okolicznych wioskach, zbierał ludzi, formował oddział, spotykali się w mieszkaniu Dziadków zgodnie z zasadą, że najciemniej pod latarnią. To były takie zaczątki oddziału AK. Danusia zapamiętała wejście wojska rosyjskiego. Mali, ciemni, skośnoocy, z dzidami albo z karabinami na sznurkach i te czapki z dziwnymi czubkami. Mówiło się na nich ciubaryki. W pamięci dziewczynki został bardzo charakterystyczny zapach skóry, butów, nie zmienianych onuc jakiegoś szuwaksu … zapach szedł za wojskiem i zostawał jeszcze na długo.

 

Zaczęły się zsyłki na Sybir.

I pradziadziu Stasiu i dziadziu Romek pracowali wtedy w sądzie. Rosjanie przychodzili nocą. Łomotali karabinami do drzwi a potem pod ścianę, kilka minut na zabranie rzeczy i przed siebie do wagonu z dziurą wyciętą w środku a wagonem, w towarzystwie trupów, na białe niedźwiedzie. Zabrali tylko Stasia bo Romka nie było w domu. Prababcia Ludwika zamieszkała z Dziadkami.

 

A potem przyszli Niemcy.

Gmach NKWD zamienił się w gmach Orstkomando.  Zebrania w mieszkaniu Dziadków odbywały się nadal ale nie były to już  zebrania samoobrony tylko prawdziwego oddziału AK utworzonego z okolicznych chłopów.

W tym czasie Niemcy postanowili pozbyć się mieszkających pod nosem Polaków a że właśnie z getta wywieźli Żydów do Bełżca to mieszkańców kamienicy Dziadków przesiedlili do getta. Wala Romek i Danusia przenieśli się w to straszne miejsce, zabrali ze sobą prababcię Ludwikę.

Z tych czasów Danusia wspomina szczególnie jeden moment, kilku Żydów schowało się na dachu najwyższego budynku, Niemcy nie mogli ich dosięgnąć więc budynek podpalili Żydzi się nie poddali, spłonęli żywcem.

Mała Danusia siedziała na oknie i patrzyła jak płonie getto, nie zdawała sobie sprawy co się dzieje. Wala dała jej chleb posmarowany odrobiną smalcu na który pokruszyła ugotowane jajko. Był straszny głód. Nigdy już potem Danusia nie jadła niczego tak smacznego, jak ten chleb z jajkiem. Do tej pory moja Mamusia nie pozwala marnować daru, jakim jest jedzenie i całuje chleb, który upadł na podłogę.

 

Podczas jednej z akcji Niemcy schwytali Romka i wsadzili go do więzienia, które w tym czasie, znajdowało się na Zamku Sobieskiego.

W czasie, gdy Romek siedział, Wala musiała zająć się przetrwaniem rodziny, za worek ziemniaków czy bochenek chleba wymieniała wszystko, co mieli, biżuterię, futra, obrazy, sukienki … to była waluta za którą wtedy można było głód przetrwać. Gdy już wysprzedała wszystko życie w getcie zrobiło się niemożliwe. Romek, który pracował w sądzie miał wielu przyjaciół sędziów, żona jednego z nich zabrała Walę, Ludwikę i Danusię do swojej willi. W willi zamieszkał też poważny radca sądowy i ksiądz staruszek. Głód był coraz większy. Danusia wspomina ślicznego królika , biała agorę, z którym się bawiła, Królika zjedli, nikt nie potrafił go zabić więc w końcu zdesperowany ksiądz jakoś udusił zwierzaka. Wala nabawiła się tyfusu więc Danusia została sama z babcią staruszką.

 

Znów nadchodzili Rosjanie i Niemcy potrzebowali okopów. Do kopania  rowów używali więźniów z pobliskiego Zamku. W czasie nalotu kilku więźniom udało się zbiec, wśród zbiegów był Romek.

Rosjanie nadeszli, przetoczyli się przez Złoczów jak barbarzyńska fala. Łapanki były wtedy codziennością, podczas jednej Romek wpadł.

Tym razem wywieźli Go do obozu w Kowlu.

 

 

 

 

 

Tak wyglądał ten silny i postawny mężczyzna

po powrocie z obozu.

 

Z Kowla Romek nie uciekł, cudem zdarzyła się inspekcja międzynarodowej komisji Czerwonego Krzyża, badali więźniów, u Romka stwierdzili anginę pectoris i nakazali Rosjanom wypuszczenia chorego więźnia.

Wracał do domu na zderzaku pociągu, zarośnięty, z oberwaną nogawką spodni, na całym ciele pod skórą gnieździły się wszy.

Gdy nocą zapukał do okna Wala zemdlała ze strachu, że zbir. Nie poznała swojego męża.

 

A potem był koniec wojny.

Zostali w Złoczowie najdłużej jak się dało. Ostatnim transportem, w bydlęcym wagonie, wyjechali do nowej ojczyzny głęboko w sercu zachowując tę pierwszą.

 

Już Nigdy nie dano Im było zaśpiewać Jej

„Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”

 

Dzisiaj tak szafujemy tą wolnością, robimy z niej zabawkę w politycznej walce. Czy rzeczywiście znamy sens tego słowa. Czy może w zadufaniu sądzimy iż od nas tylko zależy i dana jest na zawsze?

 

 

. .z refleksją polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
5
0

komentarze (60) | dodaj komentarz

BEZ POLITYKI

poniedziałek, 29 października 2012 10:02

 

tym razem chcę wrócić do korzeni a dokładniej rzecz ujmując do własnych korzeni

czyli wracam do opisywania historii mojej rodziny.

Nie, nie tutaj oczywiście, na moim drugim blogu, który ostatnio straszliwie zaniedbałam.

 

Zaczęłam sobie od kądzieli czyli od rodziny mojej Mamusi ze strony mojej Babci, cóż - jestem staroświecka, kobiety mają pierwszeństwo.

 

 

 

                       http://hania-album.bloog.pl/ 

             tutaj opowiadam o swoich korzeniach

 

Mój rodzinny album pełen jest starych zdjęć a każda fotografia to osobna historia.

 

Cóż - kobiety w mojej rodzinie to silna karta.

Babcia oprócz dwóch braci miała siedem sióstr a co jedna siostra to większa osobowość. Historie moich cioteczek są i śmieszne i liryczne i bohaterskie, jak na historie Kresowianek przystało.

 

 

 

 

To zupełnie inny świat, czas który nigdy nie wróci i ludzie którzy inną historię tworzyli, inne mieli ideały i inaczej dokonywali wyborów.  

Ale to Oni sprawiają, że jestem jaka jestem, ich wybory kształtują moje a ich ideały stały się moimi.

 

Jakkolwiek by to zabrzmiało jestem małym ogniwem w tym łańcuszku i moja w tym głowa by czas nie wymazał a rdza zapomnienia nie podżarła.

 

Jaka jestem ???

w tamtym albumie odpowiedź

 

 

. .z przyjemnością zapraszam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
3
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

DE COLORES

sobota, 27 października 2012 21:49

 

między światłem a cieniem

jest miejsce na zachwyt

 

 

 

 

między zachwytem a zdziwieniem

jest miejsce na poezję

 

odłamek serca schowany w półcieniu

 

między pełnią i nicością

między bielą i czernią

między tęsknotą i spełnieniem

jest miejsce na poezję

 

chwila zamknięta milczeniem

 

między niebem a ziemią

między wszechświatem a smugą cienia

między Bogiem a niepokojem człowieka

jest miejsce na modlitwę

  

doskonałość kształtu, tajemnica nocy

i odwieczne pytanie

jaki kolor ma szczęście ?

 

 

. .z refleksją polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
5
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

NI Z GRUSZKI

czwartek, 25 października 2012 21:59

 

ni z malinowej pietruszki

postanowiłam nagle pokazać, czym zajmowałam się w czasie, kiedy mnie tu nie było.

 

 

 

 

To inwentaryzacja pięknego budynku w Legnicy.

Rysunek tej elewacji zajął mi prawie tydzień.

 

Dla mnie, zwłaszcza elewacje tego budynku, to wyzwanie.

Detali jak psów a rysowanie detali w komputerze, w programie auto-cad, nie jest proste, nie da się lekko machnąć ręką, wszystko matematycznie, wymierzone i zapisane. Każdy posąg, każde eliptyczne okno, każdy detal ma swoją wysokość i szerokość, reszta to już moje oko i ręka.

 

 

 

 

Nie lubię inwentaryzacji bo bardzo jestem skrupulatna i muszę w związku z tym jak ta mrówa ....

Ale efekt mnie cieszy więc postanowiłam pokazać.

W tej skali rysunku niewiele widać. Prawdziwy rysunek ma wielkość stołu. Nie da się niestety przenieść z programu do programu i nie stracić przy tym jakości.

 .

 

 

 

A to taka mała ciekawostka.

Wejścia do budynku strzegą znaki Zodiaku.

Tu Wodnik, znak Mamusi Danusi, no i Ryby.

 

 

 

 

a to Bliźnięta, moja dobra gwiazda, obok mojej Rak. Czy to dobrze ? pewnie tak bo Bliźnięta ponoć przyjazne dla wszystkich znaków.

 

 

 

 

Lew i Panna - doskonałe sąsiedztwo

 

 

 

 

Strzelec i Koziorożec - ryzykowna bliskość

spod znaku Koziorożca był mój Tatuś.

 

 

 

 

Baran z Bykiem - wojownicze znaki

 

 

 

 

Waga i Skorpion zamykają zabytkowy Horoskop

 

 

Dla każdego coś miłego,

zapisane na ścianie

albo w gwiazdach ...

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
5
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

JESIENNY KOT

środa, 24 października 2012 9:20

 

poszedł sobie

hen… hen …

 

 

 

 

a za płotem liście złote

złoty miód, zielona mgła

 

za czary jesieni

za krople czerwieni

za mgły, welony i wrony

i melancholię

co pachnie jak deszcz

 

miodu utoczę jak trzeba

biedronkę poślę do nieba

po marzenie

co pachnie jak chleb

 

wianek maliną ozdobię

i jak kot pójdę sobie

 

za mgłę

hen … hen ...

 

                                    *

 

kapkę się upiłam pięknem jesieni ...

o liściu - jesteś jeden !!!

ale gdyby ciebie było dwa, to nie mam nic przeciw !

trzy sztachety, cztery nogi, dwa smuteczki i wąs

a gdzie kot ???

 

poszedł po płocie

i po kocie !!!

 

;o)) miau

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
3
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

OJ DANA, DANA

poniedziałek, 22 października 2012 14:12

 

nie ma szatana

a świat realny jest poznawa-alny! oj dana !

 

 

 

 

fakt, szatana nie znalazłam, ale za to jakie substytuty !!!

 

 

 

 

szatańsko piękne

pod względem kształtu, koloru, smaku i zapachu.

 

 

 

 

Prawdziwego szatana widziałam tylko raz w życiu, pokazał mi go Tatuś. No nie powiem, pomylić się można. Mniejsze szatanki, zwane goryczakami, to spotykam na każdym kroku ale te poznać łatwo, pod kapeluszem mają lekko różowe zabarwienie no i pieką, jak się je posmakuje.

 

 

 

 

oj dana, dana, nie ma szatana

a świat realny jest poznawa-alny !

 

Figę tam poznawalny, chyba dla tego, co się zna, bo dla takiego telekomunikacyjnego tumanka, jak ja, to z poznaniem raczej kiepsko, zwłaszcza jak licho miesza ...

 

A namieszało tym razem !!!

 

Zły ogonem machnął i mój ostatni nabytek, cud techniki, liveboks, wziął był i zdechł a żeby było śmieszniej zdechł na wszystkich frontach.

I tak zostałam bez internetu i bez telefonu.

 

Przez pierwsze dwa dni miałam nadzieję, że jakoś mu „samo” przejdzie i majstrowałam w komputerze na różne sposoby, niestety – nic.

W końcu się poddałam i zadzwoniłam do serwisu, a jakże, sprawdzili, stwierdzili, że u nich chyba w porządku ale kazali czekać 48 godzin.

O motyla noga, wydawało mi się, że to wieki.

Po 48 godzinach okazało się, że mam czekać następne 48. A potem to już musiał przyjść fachowiec.

 

Fachowiec przyszedł i siedział kilka godzin okazało się, że awarie są dwie, po pierwsze złącze przed budynkiem ma poluzowane styki a po drugie u mnie w gniazdku był zamontowany jakiś kondensator, oczywiście przedpotopowy jak samo gniazdko. Nikt takiego czegoś się nie spodziewał więc dedukcja trwała długo, dopiero jak pan połączył się z bazą, odległą o 2km od mojego domu a miernik pokazał, że odległość ta wynosi 60km zrobiło się jasne. Znaczy komu się zrobiło, temu się zrobiło. Mnie zrobiło się głupio, że takie zabytki techniki mam w domu.

   

I co, nie ma szatana ???

to kie licho miesza, pytam ...

 

 

 

 

A wracając do szatańskich substytutów, czyli prawdziweczków, to polecam zupę grzybową.

Ja, wzorem mojej Babci i Mamusi Danusi, zamiast łazanek, dodaję do zupy naleśnik.

Zawsze jak robię naleśniki to sobie dwa albo trzy zawijam w rulonik i do zamrażalnika. Potem do zupy jak znalazł. Wyjmuję zamrożony rulonik, jak trochę odmarznie to ostrym nożem bardzo cieniutko kroję - jak makaron. Jest bardzo delikatny i nadaje zupie specyficzny smak.

 

 

 

 

Do pomidorowej też się nadaje.

 

smacznego !!!

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    

 


oceń
3
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

ARLEKIN CZY HARLEKIN

wtorek, 09 października 2012 13:50

 

Premier Tusk stracił wiarygodność !

orzekł najbardziej "wiarygodny" premier III RP

 

aaaa - i jeszcze nie mamy demokracji bo partie są wodzowskie - orzekła lalka, sterowana z tylnego siedzenia przez wodza swojej partii

 

 

  

 

 

ej Kaziu, zajmij się ty swoją Isabel

zamiast ferować wyroki pisz Harlekina o miłości 

tu też jesteś powalająco "wiarygodny" no bo młode dziewczę, za chorą żonę, to mistrzostwo

 

jaka polityka, takie wyrocznie

o tempora, o mores

 

 

. .nie polecam Arlekina - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    

 


oceń
1
0

komentarze (63) | dodaj komentarz

CZARNA OWCA NA CZARNEJ GÓRZE

poniedziałek, 08 października 2012 11:53

 

skąd się tam wzięła ?

no jak to skąd ? wprost z samiutkich Tater

 

 

 

 

i ta czarna i ta biała na wywczasy przyjechała ,

na zachód, na gościnne wypasy no i w proteście przeciwko zróżnicowaniu wschodniej łąki B i zachodniej łąki A

 

a trawa tu smaczna i woda czysta 

i nikt skubania nie zabrania

 

 

 

 

beeeee - tu jest pastwisko !! tu jest pastwisko !!

wszystkie beczą zgodnym chórem a czarna nic, milczy i trawę skubie

 

 

 

 

o żesz ty, to czarna ma przechlapane,

jak nic zakamuflowana opcja liberalna i wróg

nic nie pomoże biała łatka na oczami ,

czarne jest czarne a białe jest białe

albo na odwrót, czy jakoś tak

 

 

 

 

ooo - różki widać, czy to biały baranek?

podeszłam, odwrócił się, podniósł głowę i fuknął niczym prawdziwy samiec alfa ...

po czym pogardliwie odwrócił się tyłem.

 

wszystko jasne - będzie dyskutował tylko z owczymi mediami, z owcojęzycznymi nigdy!

 

 

 

 

Owce spokojnie skubały trawę

o czym myślały? może o pasterzu?

może o tym, co będzie jak jedna z nich się oddali ?

 

Jedne myślały, że Pasterz zostawi wszystko

i pójdzie po nią, po białą, po czarną - po każdą.

Inne myślały, że pójdzie ale tylko po taką, która prawdziwą owcą jest, której nie rosną szpony ani wilczych oczu nie ma, bo ta z wilczymi oczami to nie owca przecież.

A jeszcze inne nie myślały o Pasterzu.

 


Jesienna mgła spowiła pastwisko.

  

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    

 


oceń
3
0

komentarze (35) | dodaj komentarz

PIĄTKA

sobota, 06 października 2012 10:46

 

Dzisiaj TVP INFO obchodzi piąte urodziny
w prezencie dla ulubionej stacji mam szczególny kwiatek

 

 

 

 

i życzenia: 

niech w Waszym przekazie będą kolce, które kłują wszelkie zło ale też kwiaty, które pokazują piękno.

Bo tylko taki przekaz może być obiektywny.

 

Jesteście taką telewizją, nic więc dziwnego, że najchętniej ogladaną stacją informacyjną.

 

Kiedy chcę zobaczyć wydarzenie takim, jakie jest, bez subiektywnego przekazu dziennikarza, bez kreowania rzeczywistości, kiedy chcę je zobaczyć własnymi oczami, nie nie oczmi prowadzącego, to wtedy włączam info.

 

Kiedy chcę zobaczyć rzeczy, które się dzieją, które są bardzo ważne ale niezbyt medialne, włączam info , tam będą - na mur.

 

Kiedy chcę poznać ciekawe osoby i to co one mają do powiedzenia - właczam info.

W info dziennikarz słucha, wyciąga wiadomości z rozmówcy ale okazuje mu szacunek, gwiazdą wywiadu jest rozmówca, nie dziennikarz.

To jest prawdziwa postawa dziennikarza, nie chcę słuchać co do powiedzenia o polityku ma dziennikarz, chcę usłyszeć co polityk ma do powiedzenia.

 

Kiedyś ogladałam inną stację ale kompletnie mi się znudziła. Wiem, że jej dziennikarze są najmądrzejsi na świecie, lepiej wiedzą co rozmówca chce powiedzieć, niż sam rozmówca, ich programy to tylko oprawa w której oni błyszczą , jak drogocenne diamenty. Niech sobie błyszczą, na zdrowie, znam ten błysk i przyznam, diamenty dla diamentów bawią tylko na początku.

 

Ja jestem ciekawa świata , zdarzeń i ludzi.

Dzisiaj cieszę się z tej piątki info ...

 

 

. .z przyjemnością polecam info - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    

 


oceń
2
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

WYSYP

piątek, 05 października 2012 11:48

 

w polityce jesienny wysyp premierów

a w lesie .... oooo, w lesie wysyp muchomorów

 

 

 

 

ten wysyp bardziej normalny jakiś

a przy tym całkowicie zgodny z leśną konstytucją

 

 

 

 

polityk jak muchomorek

z wierzchu piękny jest, wabi oko, obiecuje rozkosze podniebienia, tylko uwierzyć i dać się złapać jak ta muszka

ale w środku muchomorka niezbyt jadalne treści

 

 

 

 

Tylko podziwiać leśną politykę,

wszystko ma sens wszystko ma swój cel

i wszystko prowadzi tam, gdzie prowadzić powinno

 

 

 

 

Parasole ochronne to typowe w leśnej polityce, ale czy tylko w lesie? Czy tylko tu obiecanki ochrony to wabiki?

 

 

 

 

ooo - tego wyrażnie coś podszamało,

no nie wiem zbyt polityczne to podszamanko nie było, ktoś chyba się udławił zjadając przystawkę

 

 

 

 

tęczowy muchomorek, nieco odmienny od innych,  czegoś mu brakuje ale piękny jest, prosto na paradę

 

 

 

 

leśna koalicja , koalicjant duży i koalicjant mały w harmonii nawet bym powiedziała wspierają się wzajemnie, chociaż rozpychają w poszukiwaniu przestrzeni dla siebie

 

 

 

 

leśna opozycja jeden bardziej czerwony, oba daleko od siebie ale cel ten sam, polują na muchy wabiąc obietnicami

 

 

 

 

Ten biedaczek zaledwie próg wyborczy przekroczył ale nadzieja przed nim, zielone światełko majaczy

 

 

 

 

A ten to realna władza , pożyteczna ale już bez tej urody i świeżości obietnic, podgryza ją co może i jak może bo to właśnie z niej będą prawdziwe uszka i prawdziwy sosik

 

 

 

A to my, hi, hi – leśny elektorat

 

  

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    

 


oceń
5
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

ALEA IACTA EST

wtorek, 02 października 2012 13:51

 

kości zostały rzucone

grzmotnęło, walnęło, oświeciło

Prezes wyjął asa z rękawa - no i mamy 

 

 



 

 

i cóż mamy ?

prawie niezależnego prawie premiera

 

Wprawdzie prawie robi różnicę, ale nie dla pisu.

W świecie pisu jest prawie Polska, taka która jest tylko tam, gdzie oni, prawie władca, w randze co najmniej prezydenta, prawie kancelaria, z wystrojem godnym monarchy, a teraz jeszcze prawie premier, pozaparlamentarny.

 

Ciekawe, kiedy przeniosą się do prawie parlamentu.

Premier, namaszczony przez Prezesa, wszystko może ale nic od niego nie zależy - arcyciekawa figura dla filozofa.

 

Zastanawiam się dlaczego znany naukowiec decyduje się nagle brać udział w takim cyrku, dlaczego zaczyna bawić się jak mały chłopiec.

Czy myśląc kilka tygodni nie pomyślał o najprostszej rzeczy - od czego jest premier. Czy człowiek nauki chodzi po chmurach i nie zdaje sobie sprawy że w czasie kryzysu i rozchwianej gospodarki premier musi być silny realną siłą.

 

Rozumiem, że znany socjolog, doskonały w swojej dziedzinie, ogłosił program, w którym z socjologicznego punktu widzenia każdej grupie społecznej obiecuje się to, o co jej chodzi. Słuchałam wystąpienia - socjologiczny przegląd grup społecznych i owszem, się zgadza, ale program dania wszystkim wszystkiego według potrzeb to niestety naukowa wydmuszka.

Już to przerabialiśmy.

 

Chyba nie dla kariery Pan Profesor to zrobił, bo karierę, tę prawdziwą, którą zbudował przez lata teraz zniszczył pokazując, że prostych wnosków nie potrafi wyprowadzić.

Raczej dla idei, w którą chyba szczerze wierzy no i dla Prezesa, dla  poprawy jego wizerunku a w sumie dla władzy którą Prezes potrafi omamić i oczarować jako genialny, nie strateg, tylko populista.

 

Prezes ogłosił zwycięstwo, namaścił premiera, poprawił sobie PR, wszyscy tylko o nim mówią, no i w końcu fala go unosi, może kroczyć dumnie niczym paw.

Ale na fali, po wzniesieniu, leci się w dół. Przyjdzie realne głosowanie w Sejmie i kompletna klapa, którą natychmiast Prezes ogłosi prawie zwycięstwem.

Przyjdą prawdziwe wybory i kampania, w ogródka skuteczności Prezesa ten ósmy kamyczek raczej wiarygodności nie doda.

 

I po co mu to ? 

czyżby zaczynał żyć chwilą ?

 

 

. .nie polecam prawie premiera - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zagłosuj

 


oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

piątek, 20 października 2017

O moim bloogu

w malinach, jak to w malinach - pachnąco i kłująco

Statystyki

Odwiedziny: 315980
Wpisy
  • komentarze: 7239
Bloog istnieje od: 2099 dni
Najlepsze Blogi

MOJE BLOGI

* ZAPRASZAM

powiadomienie o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl