Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 895 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

ZE WSZYSTKIMI

niedziela, 30 grudnia 2012 17:22

 

blogowymi Przyjaciółmi i blogowymi Oponentami

dzielę się odrobiną Chleba i odrobiną Światła

 

 

  

 

 

Było wiele nocy, ale ta Noc była inna
Było wiele stajni, ale takiej jak ta, nie było i nie będzie
Było wiele matek, ale Ta jest Matką Niepokalaną
Było wiele dzieci, ale to Dziecko Jest Bogiem

 

 

 

 

Podnieś rękę Boże Dziecię

błogosław Ojczyznę miłą

w dobrych radach, w dobrym bycie

wspieraj jej siłę swą siłą

 


                                 *

 

W słowach tej pięknej kolędy

zawarłam moje świąteczne życzenia,

bardzo spóźnione życzenia

 

No cóż - myszka się zbiesiła i ani rączką, ani nóżką, monitor za wcześnie odpalił sylwestrowe fajerwerki i zaczął migać i błyskać aż padł z wyczerpania, system komputerowy całkowicie się wysypał i ponoć szczęście mam, że dane odzyskałam.

 

hmmm, nie jest źle - ponoć co drugi głupi ma szczęście

 

jestem więc

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
20
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

ILE WE MNIE TRADYCJI

środa, 19 grudnia 2012 17:52

 

to mój zeszłoroczny stół wigilijny

nakryty jak zwykle białym obrusem i białą zastawą,

jest sianko pod obrusem i dodatkowe nakrycie dla zbłąkanego wędrowca

 

 

 

 

A jak było kiedyś ?

 

Moje wigilie były trochę inne niż teraz.

Pamiętam swoje dzieciństwo. Mieszkaliśmy wtedy, na trzecim piętrze a właściwie to na poddaszu . Po choinkę wybieraliśmy się zawsze kilka dni przed świętami, to była strasznie ważna wyprawa, Zawsze w trójkę Dziadziu, mój młodszy brat i ja. Choinki kupowało się na targu, był specjalny plac a na nim zatrzęsienie drzewek, przeglądaliśmy chyba wszystkie a potem z tryumfem i najśliczniejszym świerkiem wracaliśmy do domu. Choinkę ustawiało się na spoczniku naszego piętra, wkrótce obok pojawiała się choinka naszego sąsiada. Wtedy były inne czasy, można było wszystko na schodach zostawić, nikt nie ruszył. Do wigilii chodziło się slalomem między tymi choinkami a drzewka pachniały cudownie.

 

Choinkę ubieraliśmy w dniu Wigilii, oczywiście we trójkę bo Rodzice pracowali. Dziadziu wyjmował wielkie pudło z ozdobami, które przyjechały jeszcze z Kresów , układał na stole cukierki i długie nici a potem wiązaliśmy te nici na cukierkach i bombkach i ubieraliśmy drzewko. Zawsze podobnie – na górze szpic i anioł a na dole oprócz cukierków bombki, grzybki, papierowa karuzela z gwiazdkami, łańcuchy i anielskie włosy, no i lampki zrobione przemyślnie przez mojego Tatusia.

 

Przygotowania do Świąt trwały kilka dni. 

Piekło się drożdżowe strucle i makowniki, przez dwa dni gotowało się mleko na wafel a w ostatnim dniu orzechowy tort. Dziadziu przyrządzał specjalne nalewki cytrynówkę i kawówkę. Stały potem w karafkach na szafie.

Pamiętam, jak za piecem kaflowym umieszczało się drąg a na nim wisiały kiełbasy i suszyły się na Święta.

No i oczywiście karpie – zawsze dwa karpie pływały w wannie a my z braciszkiem byliśmy zachwyceni, że przez te dni można odpuścić kąpanie. A że dziatki z nas były litościwe to zdarzyło nam się karpiki nakarmić chlebem, z odrobiną masła.

Tradycyjnym mięsem świątecznym był u nas schab, pieczony z dużą ilością kminku. Robiło się ćwikły, tarte na grubej tarce, z dodatkiem tartego chrzanu, kminku, octu i cukru. Gotowało się barszcz, do którego Mamusia wlewała wywar z grzybów. Lepiliśmy pierogi ruskie, pierogi z kwaśnej kapusty i pierogi ze słodkiej kapusty, no i oczywiście uszka.

 

Wieczorem przed wigilią pakowano nas do łóżek i następowało pastowanie całego mieszkania. Do dzisiaj pamiętam ten cudowny zapach świerkowych gałęzi, pasty do podłogi i świeżo krochmalonej pościeli. Cudownie było zasypiać w poczuciu bezpieczeństwa i w oczekiwaniu na to, co ma nadejść

                                         *

 

Wigilie z mojego dzieciństwa były trochę inne od innych.

 

Gdy miałam 4 lata zmarła moja Babcia. Wtedy Wujek, który był księdzem w mojej miejscowości, postanowił, że wigilie u nas będą zbyt smutne i powinniśmy spędzać wigilie u Niego. I tak przez 20 lat wszystkie wigilie spędzałam na plebanii.

 

Kiedy na dworze rozpoczynał się mrok, a było to zwykle koło 16-ej wyruszaliśmy z domu całą naszą piąteczką, przodem pod rękę szli moi Rodzice a za nimi, pod rękę z Dziadziem, my z braciszkiem. No – pod rękę to szumnie powiedziane, po prostu oboje wisieliśmy na Dziadziu jak te winogrona a on po drodze opowiadał o wojennych wigiliach.

 

Pamiętam – padał śnieg, wielkie białe płatki wirowały i zaklejały usta, w dali majaczyła ciemna bryła wielkiej gotyckiej fary. Na tle ciemnego nieba zarys stumetrowej strzelistej wieży a my wpatrujemy się jak sroki – zabłyśnie pierwsza gwiazdka, czy nie zabłyśnie.

Droga trwała tak z 15 minut  , dochodziliśmy do placu i tam zawsze ten sam zachwyt , przed frontonem olbrzymie choinki oświetlone białymi żaróweczkami – cud, poezja … Tatuś otwierał drzwi plebanii a my pędem krętymi schodami na pierwsze piętro , naciskaliśmy na dzwonek, który dzwonił jak opętany a potem pędem do stołowego pokoju zobaczyć choinkę. Zawsze była taka sama i zawsze wyjątkowo piękna. Wysoka do sufitu a sufit dalekoooo od ziemi. Plebania znajdowała się w dawnym kolegium jezuickim, barokowe pomieszczenia były bardzo wysokie i sklepione kolebkami, choinka miał 5 albo 6 metrów i cała była ubrana na srebrno, żadnego innego koloru, nie było też lampek, tylko miniaturowe świeczuszki.

 

Nie znałam zwyczaju prezentów świątecznych.

Na Święta prezentów nigdy nie było, może dlatego, że byliśmy jedynymi dziećmi zasiadającymi do stołu. Stół był ogromny, oprócz naszej piąteczki zasiadały przy nim dwie gospodynie, wujek i siedmiu wikarych.

Często na głównym miejscu siedział ktoś, kogo bardzo się bałam - starzec z długimi siwymi włosami i długą siwą brodą, tak długą, że nie było widać w co jest ubrany.

Ten starzec to ubogi i samotny prawosławny batiuszka, znajomy mojego Wujka. Zawsze było sianko pod śnieżnym obrusem. I na środku maleńka figurka Dzieciątka, było dodatkowe nakrycie dla spóźnionego wędrowca.

 

 

 

 

Zapamiętałam krótka modlitwę, którą odmawiał Wujek :

„Panie Boże pobłogosław te dary, naucz nas dzielić się chlebem i dobrocią z tymi, którzy ich nie mają”

 

Dzielenie się opłatkiem trwało długo, nic dziwnego, tyle osób. Na stole zawsze było 12 tradycyjnych potraw, były śledzie marynowane, karp smażony, karp faszerowany w galarecie, barszcz z uszkami, pierogi ruskie, pierogi z kapusty słodkiej i kwaśnej, chrzan tarty z żółtkami, babki drożdżowe, makowniki, tort orzechowy i makowy i była też tradycyjna kutia.

Ponieważ my, dzieci „nienawidziliśmy” kutii to dla nas była kutia zmodernizowana, czyli deser z maku, miodu, bakalii z dodatkiem bitej śmietany i bezów.

 

Potem śpiewało się kolędy. Z tych czasów znam wszystkie kolędy na pamięć. Jedna z gospodyń, pochodząca z Beresteczka, śpiewała kiedyś w chórze, miała cudny głos.

Z pięknego męskiego głosu słynął mój Wujek a jak jeszcze „chłopcy” się włączyli – było co posłuchać, bo po kolędach szły pastorałki, różne, z różnych stron .

Nastrój był bardzo świąteczny i radosny – jedyny taki w roku.

 

O jedenastej „chłopcy” szli do siebie, przygotować się do Pasterki a my z braciszkiem szliśmy do gabinetu spać. O dwunastej szliśmy na Pasterkę, plebania łączyła się z kościołem przez chór więc my dzieci szliśmy sobie na chór i stamtąd widzieliśmy wszystko – kościół po brzegi wypełniony i ołtarz z oświetlonymi choinkami.  No i można sobie było usiąść, na co w kościele szans najmniejszych nie było.

 

Takie były moje wigilie aż do czasu, gdy rodzina się powiększyła, wtedy zwyczaje się sprawiedliweie pomieszały.

 

Teraz wszyscy spotykamy się na Wigilii u mojego Braciszka, ma dom kilkanaście kilometrów od nas, w górach. Tam zawsze jest śnieg, jest pięknie no i jest wystarczająco dużo miejsca na dużą, żywą choinkę i wielki wigilijny stół.

 

Jak dawniej stół nakryty jest śnieżnym obrusem, pod nim sianko, biała zastawa, dodatkowe nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Jest czytanie Ewangelii i krótka modlitwa za tych, których już wśród nas nie ma.

A potem łamiemy się opłatkiem.

Też mamy dwanaście potraw ale każdy przynosi coś, co u siebie robi, na mnie przypada barszcz, uszka i kapuściane pierogi. Nie ma faszerowanego karpia zastąpiły go kulki rybne w galarecie. Ten sam farsz ale nie ma skóry karpia i głowy, co patrzy okiem z marchewki.

Te same potrawy bo rodziny mniej więcej z podobnych stron. Nowością dla mnie są pierogi z samego sera i ryba po grecku. 

 

Przed słodkim „aniołek” rozdaje prezenty. To dla mnie nie znany wcześniej zwyczaj ale nie powiem – bardzo miły zwyczaj. Przyzwyczaiłam wszystkich, że zawsze sama robię prezenty, jest mnóstwo śmiechu bo staram się zawsze w prezentach jakiś dowcip przemycić. Jednego roku przygotowałam śpiewniki z kolędami , każdy dostał aniołka z własną główką, aniołek miał słowa kolędy, każdy miał swojego aniołka na okładce a w środku aniołki i kolędy pozostałych.

 

 

 

 

No , nie powiem, aniołki gołe były a już te męski wyjątkową „urodą” się odznaczały. Do dzisiaj te śpiewniczki nam służą bo oczywiście śpiewamy kolędy, ten zwyczaj w całości przenieśliśmy z dawnych czasów. Śpiewamy do ciemnej nocy a że dzieciaki muzykalne to mamy akompaniament na gitarę.  W dzieciach już też zaszczepiły się tradycje.

 

 

Nooo – jeśli ktoś dotrwał do końca tego strasznie długiego tekstu i nie padł - to gratuluję …

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
45
0

komentarze (57) | dodaj komentarz

TAK BĘDZIE

wtorek, 18 grudnia 2012 8:42

 

gdy nadejdą Święta 

już to załatwiłam - gdzie trzeba

 

 

 

 

teraz chlapa i ciapa i szaro ale sypnie śniegiem

 

 

 

 

drzewa pomaluje na biało

delikatne liliowe cienie położy na śniegowych poduszkach

 

 

 

 

przygotuje drogi jadącym do domu rodzinnego

i dla nieznanych, strudzonych wędrowców

 

 

 

 

nasze domy rozświetli ciepłym blaskiem rodzinnego ciepła

i kolorowymi światełkami wigilijnych choinek

 

 

 

 

zaraz zadzwonią dzwoneczki i aniołek z prezentami przemknie między drzewami

 

 

 

 

tego dnia szybko nastanie zmierzch

będziemy czekali na pierwszą gwiazdkę

 

 

 

 

a gdy pierwsza gwiazdka zaświeci na niebie

zaczną się nasze najpiękniejsze Święta

 

 

tak będzie !!! - już to zamówiłam 

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
35
0

komentarze (33) | dodaj komentarz

WOLNOŚĆ

czwartek, 13 grudnia 2012 15:01

 

Krzyżami się mierzy

tymi białymi, w szczerym polu i tymi stalowymi, w pamiątkowych żołnierskich kasetkach

 

 

         

 

 

Dwie historie, tak bardzo do siebie podobne, dwa ludzkie losy, tak bardzo ze sobą związane - Ojciec i Syn

 

Ojciec - Stanisław Kazimierz Zieliński

urodzony w 1895 roku w Komarnie

Syn - Stanisław Zbigniew Zieliński,

urodzony w 1921 roku w Złoczowie

 

Gdy pierwszy Stanisław, brat mojej Babci, miał 18 lat wcielono go do wojska zaborcy, nie miał wyboru, musiał walczyć w Armii Austriacko- Węgierskiej

 

 

 

 

niby zwykła kartka papieru, woskowy dokument, od tej kartki dla żołnierza 1919 roku rozpoczęła się wolność

od tego mementu nie służył już cesarzowi, służył Najjaśniejszej Rzeczpospolitej

 

 

 

 

a potem mógł podjąć naukę, to indeks 25 letniego Stasia,

student w polskim mundurze, na indeksie pieczęć Universitate Leopoliensi - Uniwersytetu Lwowskiego

Za rok od tej daty urodził mu się pierwszy syn, dostał imię ojca Stanisław, na drugie Zbigniew

 

Kiedy syn ukończył 18 lat zaczęła się wojna.

  

Obydwaj, Ojciec i Syn wyruszyli na wojnę.

Już na samym początku stracili ze sobą kontakt. Zrządzeniem losu i okupanta obaj wywiezieni zostali na Syberię. Nadszedł jednak czas, gdy generał Anders zaczął w ZSRR formować wojsko polskie. Niespodziewanie dla samych siebie, na krańcu świata ojciec i syn się spotkali.

 

I ruszyli przez pół świata

po wymarzoną dla Ojczyzny wolność

 

Ojciec - porucznik,

6 Baon Sanitarny, 5 Kresowa Dywizja Piechoty 

Syn - kapral podchorąży

11 Baon Łączności, 2 Korpus Polski

 

 

         

 

 

Najpierw był Irak , potem długa droga.

W końcu trafili do Włoch, każdy swoją, inną drogą.

Nadszedł rok 1944 i Monte Cassino.  

 

 

 

 

Wygląda jak książeczka dla dzieci a to dowód uczestnictwa w jednej z najkrwawszych bitew.

 

 

 

Walczył Ojciec, porucznik

 

 

 

walczył Syn, kapral podchorąży

 

 

O baj przeżyli to piekło. Obaj po wojnie znależli się z naszymi Siłami Zbrojnymi w Londynie. Ojciec wrócił do Polski, Syn pozostał w Angli i w końcu wyemigrował do Stanów.

 

 

 

 

 

Pamiątki z czasów ich walki o wolność przetrwały schowane w żołnierskim, blaszanym pudełku, przetrwały też w sercach rodziny.

 

 

 

 

Odznaki, Biały Orzeł, oficerskie gwiazdki, umiłowanie wolności, umiłowanie Ojczyzny. 

 

 

 

 

A to piosenka Czerwone Maki.

Powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku. To znaczy dwie zwrotki, trzecia kilka dni póżniej. Słowa i nuty zostały od razu wydrukowane.

Wydrukowano je w czasopiśmie "Na szlaku Kresowej", które to czasopismo wydawane było we Włoszech pod koniec wojny.

 


 


Ta pożółkła kartka z frontu to właśnie wydanie "Kresowej".

Ze wzruszeniem czytam te slowa i te nuty.

 

Dzisiaj, w rocznicę stanu wojennego, napisałam o wojnie,

o losach ludzi, którym wolność zabrano i którzy życie ofiarowali byśmy my tę wolność mieli.

 

Cieszmy się wolnością.

Im jesteśmy to winni.

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
25
0

komentarze (92) | dodaj komentarz

NADJECHAŁA

wtorek, 11 grudnia 2012 19:20

 

na białym koniu

batem świsnęła, śniegiem sypnęła,

ściągnęła cugle i ruszyła z kopyta !

 

 

  

 

 

nasrożyła się, napuszyła !

Piękna bestyjka, jak mało kiedy. Czaruje, zachwyca, prowokuje. Zimno wszędzie, biało wszędzie ...

co to będzie, co to będzie ...

 

A Piękna Pani lepi śnieżki

bęc - zasypane drogi

bęc - ośnieżone drzewa

bęc - smętna świeczka w mrocznym pokoju

bęc - na rzekach kry, jak góry lodowe

bęc ... bęc ... bęc ... 

 

ejże Piękna Pani - hola ! stop ! 

 

Masz przecież asa w rękawie.

Z czeluści lodowego kuferka wyciągnij kobiecą broń, białe szminki, białe pudry, brylantowy pyłek, skrzący mróz, kryształowy zawrót głowy ... Idą Święta !

 

                                        *

 

Musiałam jej portret wyczarować.

portret ?

raczej autoportret, bo własnej twarzy użyczyłam ?

to zależy czego kto się w nim dopatrzy

 

W każdym razie koń podobny jest do konia.

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

   


oceń
7
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

KSIĘŻYCÓWKA

niedziela, 09 grudnia 2012 19:46

 

upił się płot niecnota

świat płotu stanął na abarot

droga coś kręta, wiatr płotem miota

a jeszcze pod płotem kot !

 

biały kot ! - na abarot

 

 

 

 

Kot, zamiast białych myszy

przytuptał pod płot, jak duch

wlepia, w płot, ślepia i dyszy

i jeszcze ten biały puch !

 

uuuuch !!! …

 

Księżyc po oczach świeci

tnie światłem sztachety, jak sierp

jak picia się chciało waszeci

to teraz, mój płocie, cierp !

 

oooj cierp !!!

 

No i jeszcze ten kot,

dyszy bezczelnie na płot.

 

 

 

 

Po mlecznej drodze, po płocie

wąs koci i łapy tup, tup,

płot pijany, kot zaspany

księżyc za płotem … i łuuuup …

 

w ten puch,

jak duch

 

Po białym puchu, o zmroku  

łapy kocie tup, tup,

płot pijany, kot zaspany

a księżyc zazdrośnik - siup !

 

w ten srebrny

dziób

 

A teraz dziateczki drogie

morał bajeczki jest ten

czy księżyc pijany u płota

czy płot pijany u kota

na kaca najlepszy jest sen

 

ciiiiiii …

kot też śpi

 

                      *

 

I żeby nie było – księżycówki nie piłam !

Najwyżej nalewkę na malinach

;o) …

 

 

. .z przyjemnością polecam kota - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
6
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

JUŻ CZAS

niedziela, 09 grudnia 2012 9:59

 

sypnąć ziarnem

wróbelkom, sikorkom, gołębiom - wszystkim skrzydlatym 

chociaż wron ani gawronów jeszcze nie widziałam

 

 

 

 

Na moim parapecie mili goście

kłócą sie, przez szybę zaglądają i czekają ... czekają ...

 

Mam dla nich okruchy chleba,  ziarna słonecznika, czasem sypnę rodzynki.  Zauważyłam, że szczególnym przysmakiem, tych gości, jest pokarm dla kanarków.

 

Miało być pięknie a wyszło jak zwykle - zima mnie zaskoczyła i pokarmu nie kupiłam, o !

Ale za to słoninkę powiesiłam no i list do Aniołka wysłałam, żeby w tym roku, pod choinkę, przyniósł mi karmnik i koniecznie żeby sam go zmajstrował.

 

Aniołek też skrzydlaty,

mam nadzieję zrozumie i się postara ;-)

 

 

. .przypominam o sikorkach - Malina M*.

 


oceń
4
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

CZASAMI BYWA

czwartek, 06 grudnia 2012 18:28

 

że Święty Mikołaj,

po drodze do grzecznych dziatek, 

odwiedza starsze, niegrzeczne panie

a nie, nie !!! - nic z tych rzeczy !!!

Święty Mikołaj zostawia starszym paniom prezenty

dla ich sympatycznych przyjaciół

 

 

  

 

 

no proszę !

Dla moich Przyjaciół taki prezent Mikołaj Święty własnoręcznie zmajstrował, chyba grzeczni byli, bo rózgi nie widzę.

 

                                    *

 

To teraz sobie starsza pani, znaczy Malina, zaśpiewa

 

Odrobina poezji na co dzień
jakże życia odmieni ci tło!
Z odrobiną poezji na co dzień
wszystko będzie inaczej ci szło.

 

a co ?

starszym paniom Malinom

też odrobina poezji

od Mikołaja się należy

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
5
0

komentarze (33) | dodaj komentarz

DWIE BARBARY

środa, 05 grudnia 2012 13:39

 

To urok mojej pracy

mogę oglądać i fotografować rzeczy dla innych niedostępne. 

 

Święta Barbara, a właściwie dwie figurki Świętej Barbary, pochodzą z jednego kościoła. Obie stare, zabytkowe i wyjątkowo piękne. Nie znajdziecie ich jednak w kościele, zwłaszcza ta pierwsza musi być odpowiednio chroniona.

 

 

     

 

 

Pierwsza figurka Świętej Barbary

 

drewniana, polichromowana, przepięknie złocona,

Ta wczesnorenesansowa figurka powstała, na przełomie szesnastego i siedemnastego  wieku, w lokalnym warsztacie rzeźbiarskim.

Jak ją zobaczyłam to aż dech mi zaparło.

 

Święta Barbara zwykle przedstawiana była w długiej szacie z rozpuszczonymi włosami i koroną.

Figury świętych, w dawnych czasach wyposażane były w tak zwane atrybuty, czyli przedmioty pomagające w ich łatwym rozpoznaniu.

Tu postać Świętej Barbary trzyma w trzyma w rękach charakterystyczny dla niej atrybut – wieżę.

Wieża to miejsce więzienia świętej Barbary, charakterystyczne trzy okna miały przypominać jej prawdę o Trójcy Świętej.

 

Figury Świętej Barbary mają czasem jeszcze inne atrybuty, miecz, od którego zginęła, kielich z Hostią jako symbol Eucharystii, przyjętej przed śmiercią, gałązkę palmową, symbol męczeństwa albo pawie pióro - symbol nieśmiertelności.

 

 

     

 

 

Druga figurka Świętej Barbary

 

drewniana, polichromowana, barok ludowy, powstała w lokalnym warsztacie rzeźbiarskim na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku.

Tutaj widzimy więcej atrybutów, oprócz wieży z trzema oknami jest jeszcze miecz, symbol narzędzia które przyniosło jej śmierć.

 

                                      *

 

Święta Barbara to młoda, piękna i inteligentna dziewczyna, o ogromnej erudycji, silnej osobowości oraz odwadze, a przede wszystkim miłości do Chrystusa.

Urodziła się około 285 roku w Heliopolis, mieście położonym w pobliżu Aleksandrii – ówczesnej wielkiej metropolii rzymskiej. Jej ojciec, możny poganin Dioskur nie szczędził pieniędzy na kształcenie córki, przeniósł się do Nikomedii (dzisiaj w Turcji) gdzie piastował wysokie stanowisko i  sprowadzał dla niej znakomitych nauczycieli filozofów.

 

W Nikomedii Barbara zetknęła się z wielkim filozofem i pisarzem Orygenesem z Aleksandrii. Utworzone przez Orygenesa akademie w Aleksandrii i Cezarei należały wówczas do najlepszych w imperium. Pod jego wpływem a także wpływem jego ucznia Walentyna, nauczyciela retoryki, sztuki, muzyki, filozofii a także lekarza i kapłana, przyjęła chrzest i złożyła ślub czystości.

 

Ojciec dowiedziawszy się o tym uwięził ją w wieży. Głodził, straszył aż w końcu wydał rzymskiemu sędziemu.

Dziewczynę wtrącono do więzienia.

Próbowano torturami zmusić Barbarę do złożenia ofiary rzymskim bogom. Trudno sobie to wyobrazić - biczowanie maczugami, przypalanie ogniem, rozdrapywanie ciała aż w końcu obcięcie piersi i wyprowadzenie nago na miejsce stracenia.

Była silna. Do więzienia chrześcijanie jakoś przekradli się i przynieśli jej Najświętszy Sakrament, to z  Niego czerpała swa siłę.

 

Na miejscu stracenia namiestnik odczytał jej wyrok. Została ścięta mieczem, wykonawcą wyroku był jej ojciec Dioskur.

 

 

. polecam  modlitwę do św. Barbary - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
3
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

GDYBY NIE WOJNA

poniedziałek, 03 grudnia 2012 12:45

 

Miał piękne, smukłe dłonie i piękną duszę.

Nie przeżył wojny.

 

 

  

 

 

Cesiu ukończył konserwatorium we Lwowie,

skrzypce to było jego życie, jego pasja.

 

Ludmiłę, siostrę mojej Babci, poznał w czasie wojny. Szalona wojenna miłość, ślub bez zapowiedzi, bo jak powiedział ksiądz „dzieci kochane bomby lecą na głowę, co tam zapowiedzi”. Na ślub szli piechotą a właściwie to biegli, w międzyczasie chowając się do piwnicy, bo nalot, za nalotem.

 

 

  

 

 

Po roku szczęścia urodziła się im córeczka, wcześniak, bardzo maleńki wcześniaczek. Nie było wtedy inkubatorów, jakiś rosyjski lekarz poradził w szpitalu by w domu dziecko obłożyć watą, i ułożyć wysoko, pod dużą żarówką, żeby było ciepło. Przeżyła, pod tą żarówką, ku wielkiej radości całej rodziny.

 

Była wojna, o salach koncertowych nie było co marzyć. Cesiu zatrudnił się jako urzędnik na poczcie. Córeczka rosła i miała już prawie dwa lata.

 

Pewnego pochmurnego ranka Cesiu wyszedł z banieczką po mleko. Na ulicy był spokój. Jakaś kobieta pchała wózek, powoli poszedł za kobietą z wózkiem.

I nagle ruch, akcja, biegli jacyś chłopcy z karabinami, z piskiem opon nadjechało niemieckie auto, zza węgła wypadł z ogromną prędkością drugi samochód, kobieta właśnie zaczęła przechodzić przez jezdnię. To był moment, Cesiu skoczył jak żbik, odepchnął kobietę z wózkiem ale sam już nie zdążył, samochody zderzyły się, trafił prosto pod koła, życie, za życie a właściwie za dwa.

 

Zostały po Nim skrzypce … i sale koncertowe, w których nie zagrał, i mała dziewczynka, która nigdy więcej nie usłyszała, jak jej tata gra na skrzypcach.

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

 


oceń
4
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

ŚWIATEŁKO

niedziela, 02 grudnia 2012 10:59

 

adwentowe światełko nadziei

rozświetliło mrok dzisiejszego poranka ...

 

 

 

 

Pamiętam adwentowe ranki z mojego dzieciństwa.

 

Tak bardzo czekałam na pierwszy śnieg i na adwentowe lampiony, rysowałam na religii szablon a potem pracowicie, z moim Dziadziem, tworzyliśmy to cudo.

Z bloku technicznego korpus a w nim otwory w kształcie krzyżyków i andegaweńskich lilijek, potem jeszcze cieniutka bibułka  - czerwona, żółta, zielona i fiołkowa, mała latareczka - i już ....

 

Wtedy nie było dla dzieci taryfy ulgowej, przed szóstą rano wędrowało się z tym lampionem do Kościoła.

Śnieg padał, mróz skrzypiał pod stopami a światełka radośnie podskakiwały, podskakiwały, podskakiwały ... no bo zwykle biegiem było.

 

Inny świat, inny rytm czasu, wszystko jakieś takie bardziej prawdziwe, ważne, najważniejsze, kształtujące życie.

W Kościele rozbrykane światełka poważniały "Niebiosa, spuśćcie nam swą rosę"

i zapalały się światła - cudowny moment.

 

 

       

 

Stara adwentowa pieśń

Inne słowa, inne nuty ale Dzieciątko ciągle to samo

i tęsknota, i nadzieja.

 

Dzisiaj dzieciaki też wędrują z lampionami, lampiony są piękniejsze od naszych, ale dla nich to już tylko jedna z tysiąca rzeczy, które się dzieją. 

Za chwilę zgiełk wszechobecnych reklam, kuszących świątecznymi prezentami, zadepcze urok czekania .... odbierze ten czar, który był nam dany.

 

 

 

 

właśnie Cas rozpoczął odmierzanie dni

do Świąt cztery tygodnie ...

 

 

. .refleksje przed Świętami polecam - Malina M*.

   

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź    i zapromuj

                                                


oceń
2
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

O moim bloogu

w malinach, jak to w malinach - pachnąco i kłująco

Statystyki

Odwiedziny: 312453
Wpisy
  • komentarze: 7195
Bloog istnieje od: 2009 dni
Najlepsze Blogi

MOJE BLOGI

* ZAPRASZAM

powiadomienie o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl