Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 895 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

PODZIĘKOWANIE

poniedziałek, 24 czerwca 2013 16:20

 

bardzo serdecznie dziękuję

za te ciepłe i serdeczne życzenia urodzinowe

 

 

C:\fakepath\0x - PODZIĘKOWANIE.JPG

 

 

a w podziękowaniu marcepanowe słoneczko

mniamm ...

 

z przyjemnością polecam - Malina M*


oceń
25
2

komentarze (43) | dodaj komentarz

DZIKA I WOLNA

poniedziałek, 17 czerwca 2013 10:16

 

najpiękniejsza z pięknych

biała, czysta, nie tknięta czasem,

daleka od kaprysów mody.

 

 

Rx - 70.JPG

 

 

Słodka pierwszą słodyczą niewinności.

Kusząca powabem tajemniczego wnętrza.

 

 

Rx - 20.JPG

 

  

Jeszcze zdziwiona porankiem

a już zarumieniona od słońca.

 

 

Rx - dzika i wolna.JPG

 

 

Przeniesiona z ogrodów dzieciństwa,

gdzie róża pachnie różą,

boli rozbite kolano,

a łzy , jak grochy, wysychają

od jednego uśmiechu.

 

 

                             *

 

 

Dzika róża Sary-Marii. Talizman.

Prezent na nowe miejsce w blogosferze.

 

Od kilku dni mam dwa malinowe blogi.

W obydwu będę pisała. Zapraszam więc również do tego drugiego, na blogspocie.

 

 

to nowy adres:

 

http://szpakowedrzewo.blogspot.com/

 

 

z przyjemnością polecam - Malina M*

 

 

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź     i zagłosuj


oceń
31
2

komentarze (26) | dodaj komentarz

DESZCZOWA SEJMOWA

środa, 12 czerwca 2013 11:44

 

Przyszła wiosna a z nią maj i majowy deszczyk.

Przyszły czerwcowe ulewy i potopy.

 

Deszczyk, jak to deszczyk, raz kwiatek, raz na bratek,

a raz na rozgrzane główki posłów naszych.

Patrzę tak sobie na naszych wybrańców i

przypomniała mi się stara piosenka

Kabaretu Starszych Panów

 

W czasie deszczu dzieci się nudzą,

to ogólnie zna-ana rzecz
Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się

ale strasznie nudzą się w deszcz

Mi-lu-siiiń-scy !

 

A że Sejm często, gęsto, kabaret  przypomina to sobie przy pioseneczce pomajstrowałam i szlagierek sejmowy,

z przesłaniem, wysmażyłam:

 

 

                                  *

 

Bo gdy pada,

Bo gdy pada, bo gdy pada to:

 

 

C:\fakepath\0x - DESZCZOWE- dzieci KOALICJI.JPG

  

  

W czasie obrad chłopcy się nudzą

to ogólnie zna-ana rzecz
Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się,

ale strasznie nudzą się w deszcz

plum, plum !

 

A dziewczynki robią minki,

bardziej kwa-aśne niż cytrynki

Wykrzywiając buzie swe

i śpiewając słowa te:

W czasie obrad panie się nudzą

to ogólnie zna-ana rzecz
Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się

ale strasznie nudzą się w deszcz

plum, plum !

 

 

C:\fakepath\0x - DESZCZOWE- dzieci opozycji.JPG

Nie pogardzą również gratką

 

Nie pogardzą również gratką

by kole-egom dopiec hadko
Dowalając wdzięcznie im

wraz z refrenem tym:

 

W czasie obrad wszyscy się nudzą

to ogólnie zna-ana rzecz
Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się

ale strasznie nudzą się w deszcz

Mi-lu-siiiń-scy !

 

                                  *

 

A gdy słonko w końcu zaświeci to

aż strach pomyśleć, co będzie ...

 

zielona trawka ?

oj tam oj tam

 

plum !

 

 

z przyjemnością polecam - Malina M*

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź     i zagłosuj


oceń
36
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

NAJ

niedziela, 09 czerwca 2013 18:59

 

kto najładniej, kto najmodniej, kto najbardziej trendy, kto najciekawiej, kto naj … można tak mnożyć bez końca.

I tylko tego jednego, najważniejszego, NAJ w rankingu zabraknie – kto najgłębiej!

 

W ferworze walki, w natłoku spraw, prezentów, gości, restauracji, przygotowań, kwiatów, fryzur, ubranek, na to naj brakuje już i czasu, i siły, i w rezultacie chęci.

 

Czas Pierwszych Komunii.

 

Dla dzieci, dla rodziców no i oczywiście, jakże by inaczej, dla handlu. Dla tego ostatniego to wyjątkowa okazja - bo jak tu dziecku nie kupić, skoro wszystkie mają ... 

a dziecko to delikatny instrument, wygrać da się prawie wszystko.

 

No i poradniki internetowe kwitną.

Giełdy kwitną, media wabią, wystawy kuszą. Im więcej, tym lepiej! Już aparaty cyfrowe i komputery, od dawna, nie wystarczają. Quady, ipady, operacje uszu już się przeżyły. Teraz w modzie, tipsy, fryzjer, lot odrzutowcem i solarium.  Kryształy Swarowskiego, tiary i tiulowe welony.

 

Tylko jakoś dziwnie brak poradników,

jak dać dziecku więcej miłości, więcej siebie, więcej czasu.

Bo czasu coraz bardziej brakuje a siebie zastąpić wypasionym prezentem najłatwiej.

 

A kiedyś jednak było inaczej.

Cóż - w życiu zawsze coś za coś.

 

Wtedy mała dziewczynka o wzniosłych rzeczach miała w tym Dniu myśleć. Rodziców bardziej zaprzątała jej główka i serduszko, niż prezenty i popisywanie się przed resztą świata. Nie mieli się zresztą czym popisywać.

 

W życiu zawsze jest coś za coś.

 

Moda to bożek. Ulegają jej ci, którzy chcą i ci, którzy nie chcą, by ich dziecko poczuło się gorsze. I zupełnie nie wiadomo, co z tym zrobić. Szyć indywidualnie skromne ? ale ten medal też ma dwie strony, bo szyte czasem bywa droższe od kupionego, czy używanego, a jak ktoś chce błysnąć, to i tak błyśnie, nie sukienką, to wypasioną torebką albo super prezentem.

To już jak samo nakręcająca się sprężyna.

Nie da się zapanować. Nikt nie powie stop, bo nikt nie zrobi tego swojemu dziecku. Ale tak naprawdę to wszyscy, po trochę, robią to swoim dzieciom.

Co dzieciom z tego dnia zostanie?

Pamięć o sukience? pewnie tak, ale następne piękniejsze sukienki ją przykryją. Pamięć o ipadzie? wkrótce modny będzie lepszy a quad ? kiedyś zastąpią go kolejne samochody.

A przecież nie to jest w tym Dniu najważniejsze.

Nie to ma być tym Dniu najważniejsze.

  

 

  0x - 11.JPG

 

 

Moja Mamusia szła do Komunii w czasie wojny.

Siostry zakonne uszyły wszystkim dziewczynkom liturgiczne sukienki. Długie, proste, białe, z błękitnym haftem z motywem cygańskiej drogi. Po Mszy wspólne śniadanie u sióstr, w ogrodzie. Kakao i bułeczki, najlepsze na świecie.

Było bez prezentów ale z Rodzicami i z wielkim szczęściem

  

 

A tak ja wyglądałam

w tym pierwszym Wielkim Dniu mojego życia.

 

 

0x - 73.JPG

 

 

Miałam sukienkę dokładnie taką, jak moja Mamusia,

tylko nie z płótna a z białej tafty. Haft był w kolorze złotym, taki sam był sznur i atłasowe podbicie rękawów.

Trochę cierpiałam, bo tylko trzy miałyśmy sukienki liturgiczne. Chciałam wyglądać jak inne dziewczynki, jak księżniczka ale wtedy grymaszenie nie wchodziło w rachubę.

Wianek miałam z żywych, białych, ogrodowych goździków, całą noc pływał w miednicy a ja wychodziłam sprawdzić czy aby nie więdnie no i pierwszy raz w życiu prawdziwe białe rękawiczki a na szyi ślubny medalik mojej Mamusi.

  

Najbardziej chyba przeżyłam pierwszą spowiedź.

Z jednej strony się cieszyłam a z drugiej pojawiał się strach, że  sobie tę moją czystą duszę pobrudzę.

Oj zamęczałam swoją mamuśkę pytaniami – czy to grzech? a to? A to? Chciałam być czysta i mieć najpiękniejsze serduszko.

 

A prezenty? Pewnie, że pamiętam swoje prezenty.

Nocna koszula - pierwsza prawdziwa - różowa, z koronką , nie jakaś tam flanelowa w kolorowe pajacyki, wieczne pióro od Rodziców, było czerwone z białymi żyłkami, a od Dziadzia maleńki zegarek na czarnym rzemyczku. Nosiłam go wiele, wiele lat, zgubiłam w pracy, podczas pomiarów w starym pałacu, pewnie wpadł gdzieś między belki stropowe.

 

 

0x - 82.JPG

 

 

To moje zdjęcie grupowe.

Ponieważ byłam najwyższa z dziewczynek siedzę w samym środku kompozycji. Koło mnie (na zdjęciu po prawej) mój Wujek, też przeżywał z nami ten Dzień.

 

Nie pamiętam przyjęcia, chociaż wiem że było.

Pamiętam za to drogę do Kościoła,

szłam za ręce z moimi Rodzicami.

 

Chyba nigdy potem nie czułam takiej dumy ...

 

 

I pamiętam datę.

To był 9 czerwca.

 

Tak, jak dzisiaj …

 

 

z przyjemnością polecam - Malina M*

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź     i zagłosuj


oceń
38
1

komentarze (28) | dodaj komentarz

WESPÓŁ W ZESPÓŁ

piątek, 07 czerwca 2013 14:48

 

oba, dwa, mój braciszek i ja

i nasze wspólne cudowne dzieciństwo

 

 

   0 - WI - 05.jpg 

 

 

Trochę hultajska z nas była dwójeczka.

Ręka w rękę, gdy trzeba było coś zmalować. Dwie domowe, chodzące niewinności. Co złego to nie my!

 

A skąd !!!

kwiatek sam spadł z parapetu trzeciego piętra, prosto na tulipany sąsiada, talerzyk, ze ślubnego serwisu, sam się stłukł a sąsiadce język krasnoludki pokazały.

 

My - nieeee !!! 

a skąd ! gdzież tam, takie dwa geniusze !

 

                               *

 

Ale od początku.

 

Był piękny, niedzielny ranek. 

Wcześniej nic nie zapowiadało mojego przyjścia na świat, bo jeszcze dobre trzy tygodnie były przede mną. Niestety niedziele to mają do siebie, że przed nimi bywają soboty. A w sobotę moja bojowa Mamusia postanowiła wypastować wszystkie podłogi w domu. Jak postanowiła, tak też uczyniła i dodatkowo jeszcze wyfroterowała te podłogi, jeżdżąc na specjalnych szczotkach.

Niedzielny poranek zaskoczył więc moją Mamusię

 

Urodziłam się romantycznie,

o poranku, w ostatnim dniu wiosny.

A żeby jeszcze romantyczniej było,

to urodziłam się w czepku.

 

Moje przyjście na ten świat

powitał tubalny śmiech lekarza.

Cóż – wyglądałam nieco pokracznie. Ważyłam tylko 2.60 ale za to mierzyłam aż 60cm długości. Ale pająk ! dłuuugie nogi, długieee stopy, długie ręce i na dokładkę do tego mała, chuda, odrobina.

  

Czasy były wtedy ciężkie, wyprawkę dostawało się z pracy, z przydziału. Tatuś przyniósł więc do domu tetrę na pieluchy i żółtą flanelę na kaftaniki. Akurat żółta wtedy była w sprzedaży. Babcia poszyła mi piękne, żółte kaftaniki ale pech chciał, że na świat przyszłam z żółtaczką. No cud moi przynieśli do domu – chudy żółty pająk w żółtym kaftaniku.

 

Cioteczka, co akurat w odwiedziny do nas przybyła, stwierdziła, że tak brzydkiego dziecka to jak żyje nie widziała.         

 

 

0 - no no.jpg

 

 

Dałam popalić swojej rodzince, oj dałam.

 

Przez pierwsze miesiące całymi nocami ryczałam tak niemiłosiernie, że trzeba mnie było bez przerwy nosić na rękach. Danusia padała, noszenie padło więc na Antosia. Wtedy mój Tatuś wpadł na genialny pomysł. Wkładał mnie na noc do wózka. Do wózka przywiązał sznurek, drugi koniec sznurka przywiązywał do dużego palca u nogi. Jak rozpoczynałam wycie to Tatuś za pomocą sznurka przyciągał wózek a potem nogą go odpychał i tak do znudzenia, czyli do mojego uciszenia. Sąsiedzi odetchnęli, bo stukot kół, w porównaniu z moimi koncertami, to był mały pikuś.

 

 

          0 - 2 LATA.jpg 

 

 

Co roku Rodzice prowadzili mnie do fotografa.

Sadzali na krzesełko i kazali patrzeć, gdzie pofrunął ptaszek. Ptaszka nie widziałam za to ze strachu robiłam koszmarnego zeza ...

 

Dzieckiem byłam wyjątkowo strachliwym.

Gwizd parowozu sprawiał, że rzucałam się na peron i dostawałam ataku histerii, podobnie było gdy zobaczyłam wąsy mojego Dziadzia, no tragedia !

 

 

          0 - ja 32.jpg

 

 

Tak było do czasu, gdy urodził się mój Braciszek 

O dziwo zamiast zespołu zazdrości przeżyłam zespół miłości i od razu przyjęłam braciszka. Trzeba go było nawet przed przejawami mojej miłości chronić.

 

Braciszek był zaprzeczeniem mnie, urodził się grubiutki, okrąglutki i wesolutki. Wynagrodził rodzinie wszystkie nieprzespane noce. 

 

 

          0 - wi - 29.jpg 

 

  

Byliśmy zgodnym rodzeństwem

ale wojny na poduszki nie były nam obce. Ba, prowadziliśmy znacznie poważniejsze w konsekwencjach wojenki, krótko mówiąc tłukliśmy się czasem jak jasny gwint.

 

W dzieciństwie to ja byłam prowodyrem ale zanim się obejrzałam przywództwo objął Braciszek.

I tak zostało aż do lat młodzieńczych.

 

 

            0 - wi - 56.jpg

 

 

Faaajnie było.

 

Bawiliśmy się na podwórku w podchody, graliśmy w palanta, w dwa ognie a nawet w cymbergaja. Jak było zimno to w domu, na tapczanie, robiliśmy sobie wigwam ze starego koca i krzeseł. Wokół tapczanu była puszcza i wyły wilki a nasz wigwam niby na drzewie był rozbity. Przynosiliśmy na to drzewo zapasy żywności, znaczy chleba z masłem i z cukrem i tam spożywaliśmy, koniecznie przed obiadem musieliśmy spożyć. Na tapczanowym drzewie planowaliśmy różne wyprawy wojenne a nasi żołnierze to były pionki od chińczyka. Graliśmy też w bierki i w karty. Po kryjomu wyciągaliśmy te dorosłe karty i kanasta, makao, tysiąc, i wojna odchodziły aż miło !

 

Nigdy nie byłam królewną, jeśli już, to odgrywałam Zorro w kapeluszu i z kapą na plecach. I te nasze szpady z kija do wędki.

 

Tak całkiem bajkowo to jednak nam nie było.

Oprócz zabaw i lekcji mieliśmy konkretne obowiązki.

Braciszek codziennie latał do sklepu z dzbankiem po mleko, musiał też obierać ziemniaki. Ja latałam do piekarni po chleb, musiałam też zmywać naczynia. Nie tylko zmywarek nie było ale ciepłej wody w kranie też. Mycie skomplikowane było.

Oj nie zapomnę jak braciszek chciał na podwórko to koledzy rządkiem siadali i obierali ziemniaczki aż miło.

Sprzątanie  i podłogi to różnie nam przypadało. W zależności od okoliczności i od tego, co i kiedy które z nas zmalowało.

 

Kiedyś nabałaganiliśmy niewąsko i za karę mieliśmy umyć podłogę w przedpokoju i w naszym pokoju. Rodzice poszli a my dalej się kłócić kto myje większe. W rezultacie Braciszek zamknął się w pokoju a ja koniecznie chciałam tam wejść. Ja ciągnęłam drzwi, braciszek trzymał, ale jak znienacka puścił to sruuuuuu – poleciałam z drzwiami, drzwi trzasnęły z impetem we framugę i szyba z hukiem wyleciała. Niestety tak nieszczęśliwie , że zahaczyła o moją rękę i wyrwała kawałek ciała . Nooo – to się wystraszyliśmy !!! ręka na moment zrobiła się biała a potem to już fontanna, jak w rzeźni. Szczęściem na parterze lekarz mieszkał. Popędziłam co sił a przestraszony braciszek szorował schody, żeby ślady przestępstwa zmyć.

 

Oj, – oberwało się nam!

Nie przyznaliśmy się, jak było naprawdę a w zamian za piękną historię, sprzedaną Rodzicom, Braciszek mył za mnie podłogi przez dwa miesiące.

Do dzisiaj mam bliznę na prawej dłoni. Kiedyś miała kształt litery v ale po 20 latach coś zaczęło się dziać, wylądowałam na onkologii z 90 procentowym rokowaniem na złośliwy nowotwór. Dziękować Bogu wynik brzmiał - ciało obce i komórki typu ciała obcego.

Ech – drobinka szkła została, 20 lat siedziała sobie, drażniła i wypuszczała korzonki między palce i ścięgna. Mistrz nad mistrzami mnie operował, w trakcie operacji musiałam ruszać palcami i uratował mi rękę.

Takie to czasem bywają efekty zbyt krewkich wojenek.

 

Brata mam najlepszego na świecie.  

To jest ktoś, do kogo mam absolutne zaufanie

i za kogo dałaby sobie obciąć rękę.

 

W dorosłym życiu oczywiście żadnych takich tam bitew, ani nawet podjazdowych wojenek, nie prowadzimy. Prowadzimy za to razem firmę.  

I wyjątkowo dobrze nam się razem pracuje.

 

 

0 - ZAMEK 3.jpg

 

 

Tu zdjęcie z uroczystości wręczania nagród.

Z dumą oboje pozujemy do fotografii.

Widać po naszych minach, że zgoda buduje.

 

Wespół, w zespół,

oba, dwa, mój braciszek i ja

Obok nas stoi jeszcze wspólnik

Ale to temat na inne opowiadanie   

 

 

z przyjemnością polecam - Malina M*

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź     i zagłosuj


oceń
42
0

komentarze (51) | dodaj komentarz

STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ

sobota, 01 czerwca 2013 19:09

 

dzisiaj strzelają wszyscy

taka moda w telewizji nastała.

 

Strzelają znudzeni spokojem dziennikarze,

strzelają wszekliej maści i barwy politolodzy,

strzela żądna władzy opozycja.

Kryzys strzały im nosi, więc do celu łatwo trafić.

 

Cóż -  moda to bożek.

 

Jak włosy proste, to prostują wszyscy, jak modne wygryzione, to wszyscy wygryzają. Jak krzyk, że premier  się wypalił to wszyscy jak papugi, hurtem. 

I w śmieszność wpadają hurtem - ci z lewej, ci z prawej i ci znudzeni ze środka - jeden krzyk: REFORMY !!!!

 

Nagle, jak kanie dżdżu,wszyscy łakną reform.

Jakich ??? ano tego nikt dokładnie nie wie - dobrych !

Takich, co ziemię w raj zamienią i to koniecznie od razu ...

bo małymi kroczkami, po kawałeczku i spokojnie to oczywiście jest be !

 

 

 

 

Powodzenia Panie Premierze !!!

 

10 lat dobrej gry w dobrej lidze i ciągle piłka w grze.

Są sukcesy, bywają i porażki ale macz ciągle trwa.

 

Że wrogowie już ciebie pogrzebali,

że dziennikarzom, znudzonym ciepłą wodą,

zamarzyła się zimna ulewa a najlepiej potop,

że wszem i wobec odtrąbiono klęskę

 

No i co z tego !

Piłka jest okrągła a bramki są dwie !

 

Jeszcze wiele jest takich osób, jak ja.

Osób, które widzą zmieniający się świat, piękniejące miasta i przywracane do świetności zabytki. Na każdej budowie są wpadki, budują ludzie, nie anioły, ale budują! może z opóżnieniem, ale do przodu!

Ci którzy krzyczą, że nie zbudowałeś dróg, jeżdżą tymi drogami i to całkiem wygodnie a że zza szyby świata nie dostrzegają, ich strata.  

 

Że autostrady nie można dokończyć na czas, cóż, ci którzy nigdy nie zaczęli takich zarzutów nie mieli.

Że tylko w kranie ciepła woda i tylko niewielki wzrost.

Że chcielibyśmy szybciej, lepiej i bezpiczniej, pewnie że byśmy chcieli ale chcenie nie może przesłaniać realiów.

 

Populizm obieca wszystko.

Moda zapanowała na reformy, Elektorat głodny reform, to populizm obieca reformy.

Jakie? Takie które nikomu nie zabiorą a wszystkim dadzą. Co dadzą ? ano, oprócz władzy, w kranie miód i mleko i dla każdego pracę, co jak manna spadnie z nieba.

Populizm obieca reformy ale co one dla ludzi na prawdę będą znaczyły, tego już populizm nie powie.

 

I tęsknią populiści do tego, by coraz trudniej się żyło.

I wmawiają, że za kryzys Premier odpowiada.

 

Zimny prysznic i spadek marzy się populistom więc zaklinają rzeczywistość.

Wabią kryzys i skutecznie straszą. 

 

 

                                     *

 

Czas jest trudny i na ten czas trafił nam się jeden z najlepszych premierów, jacy nami rządzili

 

Nie ukrywam - Donaldinho to mój ulubiony Premier

absolutna Premier League ...

 

 

. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

    

jeśli podobał Ci się ten wpis

to wejdź     i zagłosuj


oceń
41
1

komentarze (50) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

O moim bloogu

w malinach, jak to w malinach - pachnąco i kłująco

Statystyki

Odwiedziny: 312431
Wpisy
  • komentarze: 7195
Bloog istnieje od: 2009 dni
Najlepsze Blogi

MOJE BLOGI

* ZAPRASZAM

powiadomienie o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl